Czyli zdarzył się taki moment, kiedy nie była w stanie już dłużej utrzymać w tajemnicy tego, że nie daje rady. Jaka szkoda, że wtedy do mnie nie przyszła, ile zaoszczędziłaby sobie walki i cierpienia. – Powiedziałam koleżance z pracy, dała mi kontakt do swojego lekarza.
Tłumaczenia w kontekście hasła "nie daje sobie" z polskiego na angielski od Reverso Context: nie daje sobie rady Tłumaczenie Context Korektor Synonimy Koniugacja Koniugacja Documents Słownik Collaborative Dictionary Gramatyka Expressio Reverso Corporate
Być może nie na takie oceny, jakie ich rodzice wyobrażali sobie, że będą w edukacji domowej. Być może nie zawsze wszystko idzie zgodnie z planem, ale raczej w edukacji domowej udaje się zdać egzaminy tym, którzy chcą te egzaminy zdać. Dobrze jest pamiętać, że jeżeli dwa egzaminy nie zostaną zaliczone na ocenę pozytywną, to
I nie byłbym człowiekiem gdybym nie popełniał błędów, na drodze do szczęścia. Często próbujemy coś zmienić, ale nie wolno bezkrytycznie przyjmować cudzych poglądów jako własnych. Osobowość człowiek kształtuje w sobie przez całe życie i jest ona wynikiem jego pracy.
Niektórzy pragną zmiany, ponieważ jest im w życiu bardzo źle: nie mają pracy albo mało zarabiają, są w toksycznych związkach lub nie radzą sobie z relacjami w rodzinie, mają kłopoty zdrowotne albo nie akceptują swojego wyglądu i ciała, i w końcu: czują się niepotrzebni, słabi, głupi i mało wartościowi. Zmiany mogą być
Odp: Nie daje sobie rady w pracy. Misty, uważam, że jeśli zaledwie po kilku miesiącach takiej pracy czujesz się zmęczona, zniechęcona i nie widzisz przed sobą perspektyw - to wszystko to nosi poważne znamiona typowego wypalenia zawodowego, tego słynnego "burn out'u".
Nie chodzi o Danie biednemu cząstki z tego, co nam zbywa, ale o zrobienie mu miejsca w naszym życiu. – Raul Follereau. Nie liczy się to ile posiadasz, ale ile dajesz innym i jak się z nimi dzielisz. Nie miej ręki wydłużonej do brania, a do dawania – skróconej. – Mądrość Syracha. Nie wierzę, aby post wystarczył sam w sobie.
siebie. Nie umiem nie daje sobie z tym rady po prostu.. Jestem załamana. Jedyne co mi zostało to miłośc do Dzieci ale są takie dni że jestem zmęczona mam dość nie chce mi sie żyć wtedy dzieci przyjdą się przytulać powiedzą że mnie kochają jest lepiej.. Ale kiedy śpią albo sami sie bawią to tylko mam ochote płakać.
Szczęście to życie w zgodzie ze sobą. Szczęście to poczucie sprawstwa. Szczęście to skupienie na tym, co ważne. Szczęście to teraźniejszość. Szczęście to pozytywne emocje. Szczęście - co sprawia, że je odczuwamy? Jeden powie, że ważne jest tutaj zdrowie, inny – że miłość, kto inny – dająca spełnienie praca. To
Wewnętrzny krytyk… Potrafi narobić zmieszania. Krzyczy głośno, dobitnie. Nie pozwala o sobie zapomnieć. To głos w Twojej głowie, który mówi: “nie dasz rady”, “jesteś kiepski”, “z czym do ludzi”, “znowu Ci się nie udało”. Zatrzymuje, podcina skrzydła, miesza w głowie. Niesprawiedliwie ocenia, przesadza, wyolbrzymia.
vUa1cO. 29 odp. Strona 1 z 2 Odsłon wątku: 23616 22 listopada 2010 22:46 | ID: 333859 Wtam wszystkich bardzo serdecznie. Nie wiedziałam, gdzie mogę zwrócić się z moim "rodzinnym" problemem, więc postanowiłam wyżalić się na forum. Nie wiem również od czego zacząć, ale chciałabym opisać sytuację materialną mojej rodziny, która jest największym problemem, z którym ja już nie mam siły walczyć, ani nie mam siły sobie z tym radzić, nie wyobrażam sobie również, jak nasze życie będzie wyglądać za kilka lat... Zacznę od samego początku. Jestem jedynaczką, bardzo kocham swoich rodziców, mamy super relacje, żartujemy, dużo rozmawiamy, chodzimy razem na spacery i próbujemy spędzać wspólnie czas wolny. Moja mama jest osobą bezrobotną od... 5 lat i nawet nie zamierza podjąc jakiejkolwiek pracy!!! I tutaj tkwi problem. Kiedy byłam w podstawówce mama wyjeżdżała za granicę do pracy. Nie pracowała jako pomoc kuchenna ani sprzątaczka. Miała kierownicze stanowisko i wyjeżdżała za granicę na okres 7 miesięcy, po czym wracała do Polski. Tata pracował ponad 25 lat w dobrze płatnej firmie, żyliśmy normalnie, bez żadnych szaleństw, starczało nam na wszystko- zaczynając od opłat mieszkania a kończąc na jedzeniu. Kiedy mama przebywała w Polsce często jeździliśmy na wakacje nad nasze Polskie morze. Mój tata przeszedł dwie operacje góza mózgu, jest na rencie i od 5 lat pracował jako ochroniarz. Mama nawet nie kwapiła się szukac pracy. I zaraz powiem Wam dlaczego. Otóż moja mama prawie całe życie jest uzależniona od swoich rodziców, którzy dają jej non stop pieniądze, babcia jest schorowana i ma 80 lat, a nadal gotuje nam obiady, bo nam (od kiedy tata jest na rencie i dorabiał jako ochroniarz) starczało na opłacenie mieszkania i na przezycie 10 dni miesiąca, kolejne 20 dni utrzymują nas rodzice mojej babci... Moja mama najwidoczniej nie widzi problemu, nikt nie jest w stanie jej przetłumaczyć, że zostaniemy "na ulicy" kiedy dziadków zabraknie Mama przepracowała w swoim 50letnim życiu zaledwie 10 lat, a może nawet mniej... Odkad pamiętam kase dają nam dziadkowie. Jest mi bardzo przykro oraz wstyd, że własna matka nie jest w stanie niczego mi zapewnić. Owszem, kiedy żyliśmy normalnie nie narzekałam, miałam wszystko czego potrzebowałam, mama zapisywała mnie na kursy jezykowe, przez kilka dobrych lat uczyłam sie jezyka obcego i bardzo jej za to dziękuję. Ile razy jej powtarzałam, płakałam, krzyczałam, robiłam awantury, żeby w końcu znalazła jakąkolwiek prace, żeby zaczęła zarabiać przynajmniej 1000 zł miesięcznie. Przecież ona nawet emerytury nie będzie miała, jej dochody od tych 5 lat wynoszą 0 złotych Tata pracował ZAWSZE, a ona i tak się na nim wyżywa, kłóci i mu dogryza, że jest cieciem (był, bo teraz już nie pracuje), chociaż pracował po 12 godzin dziennie, a po tak skomplikowanych operacjach, jest to dla Niego bardzo męczące. Kilka słów o mnie: jestem studentką, w tym roku pisze pracę licencjacką, również mam stwierdzony umiarkowany stopień niepełnosprawności, studiuję na dwóch kierunkach i z tytułu niepełnosprawności dostaje te kilkaset złotych oraz stypendium za wyniki w nauce. W naszym mieście jest ciężko z pracą, ale jeżeli ktoś szuka to ją znajdzie. Ja sama wiem jak jest, ponieważ rok temu szukałam pracy na wakacje, żebym mogła sobie dorobić i trochę pieniędzy zaoszczędzić na własne potrzeby. Pracowałam na umowe zlecenie przez całe wakacje i to w dwóch pracach. Od 2009 roku niestety nie mam czasu i możliwości pracowac, ponieważ studiuję dwa kierunki i czasami wracam do domu padnięta. I to nie ja powinnam utrzymywać rodziców, tylko oni mnie. I moja matka powinna iśc do pracy!!! Co ja mam zrobić, żebyśmy żyli normalnie. Jest mi wstyd przed koleżankami, a najbardziej przed własnym chłopakiem, z którym jestem już prawie 3 lata. Jest mi smutno, ponieważ Jego rodzice pracują i dobrze zarabiają, budują dom i są szczęśliwi. Ja niestety nie mogę tego powiedzieć, brak mi słów. Często przez to płaczę i jestem smutna. Chciałabym jeszcze wspomnieć, że często ja sama wysyłałam pracodawcom CV mojej mamy, a moja babcia nawet dzwoniła w sprawie pracy, jaka pojawiała się w gazetach Tylko, ze ja za nią nie pójde na rozmowe kwalifikacyjną!!! Wszystko na marne, to nic nie dało. Moja mama nie chce pracować. Tylko dlaczego ja mam cierpieć z tego powodu. Prosze o pomoc Mówiłam jej żeby chociaż poszła pilnować dziecko, cokolwiek!!! I wszystko na nic. Wszyscy w kółko jej powtarzają (ja, tata, babcia, dziadek), że ona MUSI iść do pracy! Po co decydowała się na dziecko, skoro teraz nie jest w stanie mnie nawet utrzymać. Jesteśmy zależni od o jakąkolwiek pomoc, bo ja już nie daje sobie z tym rady. Dziękuję za przeczytanie mojej wiadomości. Pozdrawiam Was wszystkich bardzo serdecznie. 1 mamaHani Poziom: Przedszkolak Zarejestrowany: 04-11-2008 11:00. Posty: 271 22 listopada 2010 22:55 | ID: 333862 Ale jak Ci tu pomóc? Jedyna moja rada, to wziąśc się w garść, i nie liczyć na innych. Jeśli zajdzie taka koniecznośc to nawet zacząć studiować zaocznie, albo zrezygnować z jednego kierunku. Dla studentów też są prace w dogodnych dla nich godzinach. Zresztą piszesz, że piszesz już prace licencjacką więc to końcówka połowy studiów. Magisterkę zawsze można zrobić zaocznie. 2 asiawojtekkarolcia Poziom: Przedszkolak Zarejestrowany: 08-11-2010 23:11. Posty: 16694 22 listopada 2010 23:04 | ID: 333865 mamo Hani a ja się z Tobą nie zgadzam, dziewczyna nie po to studiuje żeby teraz te studia rzucać i iść do pracy bo matka to leń. to nie jest rozwiązanie. Do autorki wątku: może zgłość tą sprawę do opieki społecznej,oni muszą Ci pomóc. wiem co piszę bo znam podobną sytaację. mamaHani napisał 2010-11-22 22:55:01Ale jak Ci tu pomóc? Jedyna moja rada, to wziąśc się w garść, i nie liczyć na innych. Jeśli zajdzie taka koniecznośc to nawet zacząć studiować zaocznie, albo zrezygnować z jednego kierunku. Dla studentów też są prace w dogodnych dla nich godzinach. Zresztą piszesz, że piszesz już prace licencjacką więc to końcówka połowy studiów. Magisterkę zawsze można zrobić zaocznie. 3 Justyna mama Łukasza Zarejestrowany: 09-10-2010 22:03. Posty: 7326 22 listopada 2010 23:13 | ID: 333870 ciężka sytuacja, szkoda mi Twojego ojca bo ty niedługo się usamodzielnisz a on zostanie z matką która pewnie się na niego wypnie. Ja od szkoły średniej utrzymuję się sama na studia nie stety nie mialam za co iść, więc ciesz się że mialaś taką możliwość niedługo się usamodzielnisz a matką się nie martw. 4 Soho Zarejestrowany: 07-05-2010 09:04. Posty: 351 22 listopada 2010 23:22 | ID: 333872 tak czytam i czytam i nie bardzo wiem jakiej pomocy oczekujesz?! czekasz aż ktoś podsunie pracę Twojej mamie czy zapłaci za czynsz? Przestań się rozczulać i zacznij działać. Jak możesz pisać, że to rodzice mają Cię utrzymywac - przeciez jesteś dorosła i może czas im pomóc!!! a pisanie że wstydzisz się się rodziny i jest Ci smutno bo nie macie tyle pieniędzy co rodzice Twojego chłopaka... 22 listopada 2010 23:30 | ID: 333875 dziewczyno musisz działać! 23 listopada 2010 09:15 | ID: 334034 I to nie ja powinnam utrzymywać rodziców, tylko oni mnie wiesz jak oceniam ten fragment Twojej wypowiedzi dziewczyno? jakbyś była pępkiem świata i jakby Ci się wszystko należało! Twoi rodzice swoje już w zyciu przeszli i przepracowali. nie chrzań, że matka w 50letnim zyciu przepracowała tylko 10 lat, bo to bzdura! a prowadzenie domu, wychowywanie dziecka to co? wczasy? to bardzo ciężka praca. wymagasz, żeby to matka poszła do pracy, żeby rodzice utrzymywali Ciebie. przepraszam, za brutalność, ale Twoim zasranym obowiązkiem jest pomóc rodzicom w chorobie i niedostatku! i nie zasłaniaj się studiami, bo zawsze można dokończyć zaocznie lub studiować dziennie a w weekendy dorabiać. wystarczy chcieć. no ale łatwiej użalać się nad sobą, wstydzić się rodziców i wymagać od nich nie wiadomo czego. moja mama pracowała dopóki nie urodziła młodszej siostry, potem ją zwolnili gdyż firma upadła. przez 17 lat dorabiała sobie na czarno u gospodarzy, u ogrodnika. i po tych 17 latach dostała ofertę pracy od szefostwa taty - miała zostać pracownikiem gospodarczym przy koniach. z początku wynajdowała różne powody by odmówić tę pracę, a teraz idzie do niej żeby odpocząć, choć praca jest bardzo ciężka (mama ma 53 lata, a codziennie wyrzuca obornik od czterech koni, wypuszcza je na okólnik, poi, karmi, sprząta stajnię). zawsze kiedy jesteśmy u rodziców mój mąz idzie z mamą i jej pomaga, zresztą - tata też codziennie mamie w tej pracy pomaga w miarę możliwości. 23 listopada 2010 09:36 | ID: 334065 Moje zdanie jest takie, że twoi rodzice nie muszą cie utrzymywać. Skoro studiujesz to znaczy że masz więcej niż 18 lat. Jesteś dorosła i powinnaś radzić sobie sama. Jesli rodzice chcą pomóc to super, jeśli nie - trzeba radzić sobie samemu. Nie zachowuj sie jak twoja matak, która żyje na konto jej własnych rodziców. Usamodzielnij się, pomyśl np. o ślubie ze swoim chłopakiem i założeniu normalnej zdrowej rodziny. matki nie zmienisz, takie jest moje zdanie. Twojego ojca mi naprawdę szkoda, bo tyle lat pracował, teraz jest po operacjach a twoja matka jeszcze ma do niego 23 listopada 2010 10:19 | ID: 334120 Soho napisał 2010-11-22 23:22:10tak czytam i czytam i nie bardzo wiem jakiej pomocy oczekujesz?! czekasz aż ktoś podsunie pracę Twojej mamie czy zapłaci za czynsz? Przestań się rozczulać i zacznij działać. Jak możesz pisać, że to rodzice mają Cię utrzymywac - przeciez jesteś dorosła i może czas im pomóc!!! a pisanie że wstydzisz się się rodziny i jest Ci smutno bo nie macie tyle pieniędzy co rodzice Twojego chłopaka... Chyba trochę przesadzasz dziewczyno!!!!W wielu rodzinach jest duuuzż gorzej. A z tego co opisujesz to jest norma. W każdej rodzinie, no może w prawie każdej jest ktoś niepracujący. Jedni z własnej woli inni z konieczności. Ty już jesteś "dużą dziewczynką" ale chyba troszeczkę rozpieszczoną. Mama nie chce pracować , to niech utrzymują ją jej rodzice. A Ty jeśli chcesz w zyciu mięć dostatnie i bogate życie ( jak Twój chłopak) to musisz się o to postarać . A co mama ma Ci je zapewnić? I nie zmuszaj matki do niczego! Może ona za " za tą granicą " wystarczająco się napracowała aby dać Tobie niezłe życie i wykształcenie. Może chce sobie dłuższy czas odpocząć. A może uważa, że Ty też masz obowiązek jej pomagać. Dużo tego "może". Ale co rodzina to problem. A Twój nie należy do największych. 23 listopada 2010 10:29 | ID: 334141 Nie rozczulaj sie nad soba Wez sie za siebie bo jestes dorosla i rodzice nie maja obowiazku cie utrzymywac Mama zrozumie jak nikt nie bedzie jej podtykal pieniedzy i uzalal sie nad nia Moj syn studiuje i pracuje i nie narzeka ze mama mu nie daje Tez mialam wszystko 2 samochody 2 sklepy duze mieszkanie Stracilam to wszystko przez moja corke Pewnie ze zal pozostal ale treba zyc dalej Skup sie na sobie i swoich studiach Masz dobre zaplecze ,znasz jezyki Moze korepetycja ,moze praca w wiekszym miescie !!! Wpadniesz w marazm jak twoja mama musi radzic sobie sama Tata ma jakies zabezpieczenie Da sobie rade Glowa do gory i pomysl o sobie 10 aśka r Poziom: Przedszkolak Zarejestrowany: 31-03-2009 15:19. Posty: 3249 23 listopada 2010 10:56 | ID: 334185 Zgadzam się z poprzednikami a co do chłopaka przed którym się wstydzisz to zmień go na takiego przed którym nie będziesz się wstydziła albo zrób coś aby się nie wstydzić i idź do pracy skoro uważasz że nie masz problemu z jej znalezieniem bo Twoja mama w wieku 50 lat już może mieć poważny problem bo wszędzie szukają poniżej 35 latków. To prawda że takie myślenie że Tobie się coś jeszcze należy to egoizm może dla odmiany pomyślałabyś Ty o rodzicach co zrobić aby im ulżyć. A swoją drogą ciekawe kto Cię nauczył takiego myślenia że Twoja matka w życiu nie wiele przepracowała a może byś się zastanowiła czy jej coś nie dolega skoro nie ma siły bo najlepiej stwierdzić że leniwa i mieć wszystko głęboko w poważaniu. Także widzę tu inny problem a mianowicie Twoi dziadkowie ją takiego podejścia nauczyli a teraz myślą że w wieku 50 lat zmieni swoje życie? Nie sądzisz że to troszkę za późno? A do tego też Ty zaczynasz mieć takie samo podejście jak ona a mianowicie że to oni mają Ciebie utrzymywać. Moja koleżanka nie mogła skończyć nawet szkoły średniej bo jej mamy nie było na to stać a Ty narzekasz że nie możesz studiować dwóch kierunków? Zastanów się trochę. 11 oliwka Poziom: Dzierlatka Zarejestrowany: 19-04-2008 00:57. Posty: 161880 23 listopada 2010 11:05 | ID: 334200 W wielu rodzinach jest podobna sytuacja i nie proszą o pomoc tylko szukają innych rozwiązań. A Ty jako osoba chyba dosyć mądra, bo jak piszesz studiujesz, to możesz już sama pomyśleć, jak można by było swoją sytuację poprawic i odciążyć rodziców. 12 halszka Poziom: Starszak Zarejestrowany: 04-11-2010 09:18. Posty: 2629 23 listopada 2010 11:21 | ID: 334238 Wszystko co chciałabym napisać do Twojego listu zostało napisane powyżej i podpisuję się pod tym i dodam że ,,kilkaset"złoty i typendium za dobre wyniki w nauce to chyba niezła sumka.. 13 Isabelle Poziom: Przedszkolak Zarejestrowany: 03-07-2009 19:42. Posty: 21159 23 listopada 2010 11:53 | ID: 334325 Wszystko to co napisałaś świadczy o tym, że chcesz zachowywać się tak samo jak mama która bierze pieniądze od swojej mamy... Do tego dążysz? Różnicy nie ma żadnej - ty jesteś dorosła i ona też... Jeżeli mama nie chce podjać pracy bo nie ma na to ochty Ty jej nie zmusisz... 14 aluna Poziom: Maluch Zarejestrowany: 17-09-2008 08:35. Posty: 4070 23 listopada 2010 12:07 | ID: 334346 Zgadzam się z moimi przedmówcami :) jestes dorosla i nikt nie ma obowiązku ciebie utrzymywać. Rusz dupę i zarób na swoje potrzeby. Możesz przecież pójść na studia zaoczne a w tygodniu pracować. Bedziesz miala na swoje widzimisię i na przezycie tych następnych 20 dni. twoi rodzice są dorośli i żyją tak jak chcą...a że mają jeszcze konsumpcyjnego pasożyta na utrzymaniu to i nie dają sobie rady... Moj syn ma 17 lat , a od 12 roku życia pracuje dorywczo w wolnych chwilach...Choć wcale nie musiałby. Chce. Bo chce mieć swoje pieniądze, dla siebie ! Zamiast jęczeć weź się do pracy ! Idź do Biedronki, czy gdziekolwiek indziej i przestań żądać od swoich rodziców. Oni już dość na ciebie wydali. 23 listopada 2010 12:15 | ID: 334370 Jak uporasz sie ze swoimi problemami i podejmiesz decyzje to nie opuszczaj nas !!!Podzil sie z nami swoja decyzja!! Tu nikt nie pisze zlosliwie Tylko radza jak bedzie lepiej dla ciebie Mam nadzieje ze sie nie obrazasz? Poczekamy na dalsze wiadomosci !!!POZDRAWIAM 16 Melisa Zarejestrowany: 07-08-2010 22:41. Posty: 8231 23 listopada 2010 14:26 | ID: 334540 Myślę, że usamodzielnienie się wyjdzie Ci tylko na dobre ;) Wiem, że się boisz zmian, ze sama sobie nie poradzisz. No cóż, początki prawdopodobnie łatwe nie będą! Może będzie trzeba pójść na parę kompromisów. Życzę powodzenia i wytrwałości! ;) 17 Sonia Poziom: Pełnoletnia Zarejestrowany: 06-01-2010 16:15. Posty: 112846 23 listopada 2010 17:40 | ID: 334640 Może powtórzę to, co moje poprzedniczki, ale również myślę, że jako osoba dorosła powinnaś podjąć pracę. W ten sposób odciążysz swojego Tatę. I na studia również starczy. Masz szczęście, że wogóle studiujesz. Ja tej szansy nie mialam, bo moich rodziców nie było na to stać. I nie mam o to do Nich pretensji. Czas wziąść sprawy w swoje ręce:)Życzę Ci powodzenia w podejmowaniu trafnych decyzji!!! 23 listopada 2010 17:52 | ID: 334651 ...Anonimie - czy Ty teraz nie śmiejesz się do rozpuku z wyjaśnień naszych forumowiczów... nie przyznasz się do tego, ale ułożyłaś długą , zaplątaną historyjkę, żeby było o czym pisać... nie masz takiej sytuacji, tylko nami się bawisz... a jeśli masz takie trudności, jakie opisałaś, to powtórzę za aluną: aluna napisał 2010-11-23 12:07:01Zgadzam się z moimi przedmówcami :) jestes dorosla i nikt nie ma obowiązku ciebie utrzymywać. Rusz dupę i zarób na swoje potrzeby. Możesz przecież pójść na studia zaoczne a w tygodniu pracować. Bedziesz miala na swoje widzimisię i na przezycie tych następnych 20 dni. twoi rodzice są dorośli i żyją tak jak chcą...a że mają jeszcze konsumpcyjnego pasożyta na utrzymaniu to i nie dają sobie rady... Moj syn ma 17 lat , a od 12 roku życia pracuje dorywczo w wolnych chwilach...Choć wcale nie musiałby. Chce. Bo chce mieć swoje pieniądze, dla siebie ! Zamiast jęczeć weź się do pracy ! Idź do Biedronki, czy gdziekolwiek indziej i przestań żądać od swoich rodziców. Oni już dość na ciebie wydali. 19 Emilkaa Poziom: Niemowlak Zarejestrowany: 12-11-2010 13:16. Posty: 76 23 listopada 2010 19:14 | ID: 334708 Zgadzam się z już dorosła,a postepujesz tak samo jak twoja matka,powinas znalesc sobie prace i nie liczyć na rodziców bo to oni niedlugo bedo potrzebowali twojej pomocy a nie ty ich,nie można całe życie liczyć tylko na rodziców albo dziadkuw,powinas sie usamodzielnic zalozyc rodzine i być szczesliwa a nie sie ciogle za majo wieksze problem i sobie z nimy np wychowuje sama dziecko i sie jeszcze ucze mój chlopak okazał się tchurzem i się nie zamartwiam trzeba zyc dalej i sobie sie mam zdrowego synka ktorego KOCHAM i to jest dla mnie najwazniejsze 23 listopada 2010 20:03 | ID: 334770 Moim zdaniem Ty nie możesz zbawić całego świata i nie możesz zmienić swojej matki ani tego jakie ma życie. Zobacz jakie zestawienie- twoja matka uzależniona jest od pieniędzy twoich dziadków, a ty z kolei chcesz byc bardzo uzależniona od niej z tego samego powodu. KObitko jesteś dorosła, masz troszkę pieniędzy. Skoro z chłopakiem dobrze się układa i on ma porządnych rodziców to ucz sie od nich jak nie chcesz ze swoich starych brać przykładu. Usamodzielnij się, wynajmij jakies małe mieszkanko, zamieszkajcie razem a rodzicami się nie przejmuj to jest ich życie , a nie już twoje. Jak wam będzie trudno to ktoś zawsze pomoże jak nie twoi starsi, to rodzice twojego chłopaka. Ale nie licz na to ze ktoś ci zawsze da coś, bo się na tym przejedziesz. Jesteś dorosła? po prostu się usamodzielnij. wyprowadz sie i się niczym nie przejmuj. Wierz mi ja tak zrobiłam i jest mi z tym bardzo dobrze. Zyje jak chce, płace rachunki kiedy chce, choc wiadomo ze je trzeba zaplacic, ale nie jestem od nikogo uzalezniona- i ty tez nie mozesz byc! Życzę ci powodzenia na dorosłej drodze życia:-D
Strony 1 Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź 1 2012-01-28 10:23:08 Julia88 Mój jest ten kawałek podłogi Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-01-22 Posty: 75 Temat: Samotność...już nie daję rady...Witajcie:) mój problem jest pewnie dość powszechny, z tym, że ja już sobie nie daję rady...dopadają mnie już przeróżne myśli...zastanawiam się przede wszstkim, jak dziewczyna, której mówią, że jest ładna, inteligentna, miła, sympatyczna może być ciągle sama? Wiem, że jestem młoda, bo mam dopiero 22 lata, ale wszyscy znajomi wokół mnie kogoś mają, a ja wieczna singielka. Ciągle pytają, czy już z kimś się spotykam, albo jak tam ten, jak tam tamten . Najbardziej mi zaczyna doskierać ten problem właśnie teraz, gdy jest sesja, są ferie...wszyscy wyjeżdżają gdzieś w parach, a ja jak zwykle nie mam z kim. Walentynki pewnie będą wyglądały podobnie. Zastanawiam się, co ja takiego robię zle, że nie potrafię sobie ustabilizować życia uczuciowego, odkąd sięgam pamięcią? Może nie dojrzałam do związku? 2 Odpowiedź przez Leila01 2012-01-28 11:34:25 Leila01 Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-01-11 Posty: 2,752 Odp: Samotność...już nie daję rady... Chcesz sie zakochac na sile? Znalezc sobie kogos bo inni juz maja?Nie mysl tak tylko sie nie trafilas na tego godnego Twojej On tam chadza gdzies drogami i w koncu trafi na Twoja. To my tworzymy nasze własne przeznaczenie... 3 Odpowiedź przez Julia88 2012-01-28 11:43:41 Julia88 Mój jest ten kawałek podłogi Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-01-22 Posty: 75 Odp: Samotność...już nie daję rady...Właśnie problem w tym, że trafiłam na kogoś godnego mojej uwagi. Tylko ten ktoś albo nie jest mną zainteresowany. Albo jeśli okazuje, że jest, to i tak nic konkretnego w moim kierunku nie robi:) wiem, że szukanie na siłę to żaden sposób, ale po pewnym czasie ciągłej samotności człowiekowi już zaczyna wybijać...i jeszcze jak mam tą świadomość, że np w ekipie moich znajomych jestem jedyną singielką. 4 Odpowiedź przez Suahili 2012-01-28 15:06:34 Suahili Net-facet Nieaktywny Zawód: miłosny Zarejestrowany: 2011-12-22 Posty: 338 Wiek: 23 Odp: Samotność...już nie daję rady...Julia, ja mam tak samo. Wiem, że to marne pocieszenie ale drugiemu człowiekowi chyba raźniej jak wie, że nie inne osoby mają tą samą przypadłość. Wtedy człowiek nie czuje się aż tak mocno wyalienowany. Do samotności to da się przyzwyczaić. Brutalne ale prawdziwe. Oczywiście nie znaczy to, że do końca życia będziesz sama. A może sobie znajdziesz jakiś innych znajomych gdzie jest więcej singli? Bo ja dobrze rozumiem, że jak się idzie na bibkę z samymi parami to singiel się często czuje jak piąte koło u wozu. 5 Odpowiedź przez Wilczyca89 2012-01-28 15:23:29 Wilczyca89 Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-12-27 Posty: 1,071 Odp: Samotność...już nie daję rady...Julia88, mysle, ze Twoj problem polega na tym, ze wpadlas w trybiki pewnej spolecznej machiny, wedlug ktorej wszystkie kobiety, ktore sa ladne, sympatyczne i inteligentne, maja obowiazek miec mezczyzne. Jezeli nie maja = cos jest z nimi nie tak. A to wcale nie dziala w ten sposob. Tak naprawde, aby stworzyc dobry zwiazek, musisz sama dobrze poczuc sie ze swoja samotnoscia, oswoic ja. Nigdzie nie jest napisane, ze na pewno znajdziesz sobie kogos i zalozysz rodzine, wiec powinnas tak ukladac sobie zycie, aby byc szczesliwa tu i teraz, a nie dopiero wtedy, kiedy osiagniesz cel, ktory moze byc dla Ciebie nieosiagalny. Z Twoich postow mozna wywnioskowac, ze nie chcesz byc sama, poniewaz potrzebujesz bliskosci i wszystkie znajome wokol kogos maja, nie chcesz wiec odstawac od reszty. Z tym, ze to zbyt malo, aby moc budowac szczesliwy zwiazek. Samotnosc niesie ze soba ogromna ilosc plusow, o ktorych osoby bedace w zwiazkach nie moga nawet pomarzyc. Wykorzystaj to i badz szczesliwa sama ze soba, a dopiero potem bedziesz mogla naprawde uszczesliwic mezczyzne. 6 Odpowiedź przez Julia88 2012-01-28 15:34:40 Julia88 Mój jest ten kawałek podłogi Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-01-22 Posty: 75 Odp: Samotność...już nie daję rady... Czyli sugerujecie, że szukanie faceta na siłę tak naprawde odstrasza potencjalnych kandydatów? i jeśli będe czuła sie dobrze ze swoja samotnością, przestanę szukac miłości na siłę, to ona prędzej czy później sama się znajdzie?Do Suahili: tak, masz rację, łatwiej że nie jest się samemu z tym problemem, ale jak bym jednak wolała zrobic coś w tym kierunku, żeby ten problem zniknął:) 7 Odpowiedź przez Wilczyca89 2012-01-28 15:41:01 Wilczyca89 Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-12-27 Posty: 1,071 Odp: Samotność...już nie daję rady... i jeśli będe czuła sie dobrze ze swoja samotnością, przestanę szukac miłości na siłę, to ona prędzej czy później sama się znajdzie?Nie. Ja twierdze, ze mozesz nigdy nikogo sobie nie znalezc (jak kazdy, kto jest samotny) i dlatego nie ma sensu podporzadkowywanie calego swojego zycia szukaniu, bo wtedy je tak naprawde zmarnujesz. 8 Odpowiedź przez Julia88 2012-01-28 15:44:00 Julia88 Mój jest ten kawałek podłogi Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-01-22 Posty: 75 Odp: Samotność...już nie daję rady...No tak, w sumie może tak byc, że nigdy nikogo nie znajdę. Ale to taka czarna wizja przyszłości. Wolałabym znaleźc przyczyne swojej samotnosci i dac sobie szansę na stworzenie związku. 9 Odpowiedź przez Wilczyca89 2012-01-28 15:45:36 Wilczyca89 Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-12-27 Posty: 1,071 Odp: Samotność...już nie daję rady...Polecam Ci ksiazke "W glebi kontinuum" Jean Liedloff. Moim zdaniem opisuje ona przyczyny samotnosci bardzo wielu ludzi. 10 Odpowiedź przez Julia88 2012-01-28 15:48:23 Julia88 Mój jest ten kawałek podłogi Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-01-22 Posty: 75 Odp: Samotność...już nie daję rady...Dzięki:) mam nadzieję, że jest dostepna w bibliotekach, to chętnie przeczytam;) 11 Odpowiedź przez ttangled 2012-01-28 20:38:16 ttangled Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-01-12 Posty: 6 Odp: Samotność...już nie daję rady...ja mam tak samo jak TyJulia:( prawie 24 lata, wszyscy mówią wkoło, że ładna, miła, sympatyczna, mądra, potrafi zrobić to i tam to...Może z małą róznicą ze jestem od miesiaca singlem. Wczesniej byłam w 3 letnim związku żeby zagłuszyć to uczucie samotnosci. Związek był nie udany a ja sobie wmawiałam jak jest super i ze nie jestem sama. Teraz mam zmarnowane 3 lata, no moze nie do konca bo zawsze mozna sie czegos o sobie nauczyc. Ale do sedna czuje się samotna i mam takie przeczucie, że już tak zostanie chociaz bardzo tego nie chce, i dlatego tez próbuje odnowic dawne znajomosci i na sile nie byc sama co moze mnie jeszcze bardziej zaczynam wychodzic do ludzi, zobaczymy jaki bedzie z tego wynik:(mam nadzieje że kiedys bedzie lepiej i ja i Ty Julka bedziemy nie samotne:) a moze bys spróbowała na jakis portalach??pozdrawiam 12 Odpowiedź przez Perla 2012-01-29 02:50:53 Perla Zaglądam tu coraz częściej Nieaktywny Zawód: emeryt Zarejestrowany: 2009-08-17 Posty: 18 Wiek: 50++ Odp: Samotność...już nie daję rady... Miłe moje młode gdzie sie Wam tak spieszy do tych /jakze często /udawanych moze jednak lepiej pójśc nawet jako to piąte koło u wozu,Zawsze się jakies towarzytwo do zabawy czy do kina znajdzie,nawet przyjdzie taki dzień ,że traficie na swoje połowki jabłuszka i juz bedzie teraz dobrze jest jak musicie sie liczyc z nikim ,idziecie kiedy i zkim chcecie,wracacie kiedy i z kim chcecie,nie musicie na plecach/często / targac tej drugiej do siebie,nikt Wam nie smęci,nie chrapie,niumyty do łóżeczka się nie wali,wstajecie piękne,wypoczęte i to jest źle?I to jest zycue na luzie,a potem to juz tylko obowiazki,obowiazki .Korzystajcie póki serdecznie i zycze oczywiście kazdej i kazdemu z Was partnera,ale nie na siłę,nie bo są walentynki,nie bo koleżanka ma widocznie ,jeszcze nie wasza dobrze,przyjdzie czas i wszystko sie cieplutko.:) "Najlepszy moment na wprowadzenie zmiannadszedł dziśa nie pierwszego stycznia" 13 Odpowiedź przez Markoss 2012-01-29 12:39:00 Markoss Net-facet Nieaktywny Zawód: Inżynier budowlany Zarejestrowany: 2011-04-27 Posty: 269 Wiek: 27 Odp: Samotność...już nie daję rady... Julia88 napisał/a:Witajcie:) mój problem jest pewnie dość powszechny, z tym, że ja już sobie nie daję rady...dopadają mnie już przeróżne myśli...zastanawiam się przede wszstkim, jak dziewczyna, której mówią, że jest ładna, inteligentna, miła, sympatyczna może być ciągle sama? Wiem, że jestem młoda, bo mam dopiero 22 lata, ale wszyscy znajomi wokół mnie kogoś mają, a ja wieczna singielka. Ciągle pytają, czy już z kimś się spotykam, albo jak tam ten, jak tam tamten . Najbardziej mi zaczyna doskierać ten problem właśnie teraz, gdy jest sesja, są ferie...wszyscy wyjeżdżają gdzieś w parach, a ja jak zwykle nie mam z kim. Walentynki pewnie będą wyglądały podobnie. Zastanawiam się, co ja takiego robię zle, że nie potrafię sobie ustabilizować życia uczuciowego, odkąd sięgam pamięcią? Może nie dojrzałam do związku?Ja tam nie widze problemu z ustabilizowaniem zycia uczuciowego. Masz je stabilne bo nic sie nie zmienia:). No oki a teraz na powaznie. Masz 22 lata. Fakt szukanie na siłe odstrasza potencjalnych kandydatów. Miałem kilka takich sytuacji w zyciu ze na drugim spotkaniu po kilku pocałunkach i miło spedzonych chwilach dziewczyna zaczynała mi dawac subtelne sugestie na temat tego ze byłbym dobrym kandydatem na jej chłopaka. Wtedy zawsze myślałem "cholera jakaś desperatka co na siłe chce ze mnie zrobic swojego faceta, nawet nie widziała mojego mieszkania widzielismy sie raptem 2 razy a ona juz rozmysla". Julia młoda damo:) jak dla mnie wszystko z Toba w jak najlepszym porzadku. Owszem mozesz sobie na siłe znaleźć faceta. Tylko pytanie co bedzie jak poźniej jak o on Cie zrani?? Po euforii i zauroczeniu przychodzi otrzeźwienie wtedy widać wady i zaczyna sie inny etap zwiazku. Lepiej poczekać. Co ma byc to bedzie. Piszesz o samotności?? A kto Ci kaze siedziec i rozmyslac o facetach. Jest tyle ciekawych rzeczy na swiecie i w zyciu do roboty i nie trzeba do tego drugiej osoby. Jeśli chcesz wchodzic w zwiazek byle zabic uczucie samotnosci to na dłuższą mete zawsze bedziesz cierpiec czy bedą w tym zobowiazania czy nie:) [nieregulaminowy link]/Moj blog dla ludzi z wyobraźnią 14 Odpowiedź przez Wilczyca89 2012-01-29 12:43:30 Wilczyca89 Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-12-27 Posty: 1,071 Odp: Samotność...już nie daję rady... Miałem kilka takich sytuacji w zyciu ze na drugim spotkaniu po kilku pocałunkach i miło spedzonych chwilach dziewczyna zaczynała mi dawac subtelne sugestie na temat tego ze byłbym dobrym kandydatem na jej chłopaka. Wtedy zawsze myślałem "cholera jakaś desperatka co na siłe chce ze mnie zrobic swojego faceta, nawet nie widziała mojego mieszkania widzielismy sie raptem 2 razy a ona juz rozmysla".Zapewne tobi to dlatego, ze sam sie o to prosisz. Jesli nie masz powaznych oczekiwan wobec dziewczyne to po jaka chol*ere ja calujesz? Blaznisz sie strasznie. 15 Odpowiedź przez Julia88 2012-01-29 15:35:53 Julia88 Mój jest ten kawałek podłogi Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-01-22 Posty: 75 Odp: Samotność...już nie daję rady...Jest wiele plusow bycia singlem, ale jest tez wiele minusów. Fakt, nie potrzebuje faceta już i zaraz, żeby byc szczęsliwa. I nie pierwszego lepszego, żeby tylko wypełniał moją samotnośc. Chciałam tylko poszukac przyczyn, dla których nie moge znaleźc tego "odpowiedniego". Może jeszcze sie nie znalazl. A moze po prostu za bardzo chce przelac na kogos uczucia i faceci zwiewają. A może cos ze mna jest nie tak...ale watpie, żeby to ostatnie było przyczyną. Jak mozna zachwycac się czyjąs uroda, lubiec spedzac z kims czas, ale co do zwiazku z ta osobą to już nie za bardzo. Zastanawialam sie tez, czy nie wywyzszam sie za bardzo, albo nie sprawiam wrazenia jakiejs zarozumialej lub niedostepnej, chłodnej. Może mam jakąś skorupe, przez która faceci nie mają ochoty się przedzierac. Może wysyłam nieświadomie jakieś sygnały, przez które oni nie chcą sie bardziej zbliżac. Nie wiem... 16 Odpowiedź przez marilyn86 2012-01-29 20:49:45 marilyn86 Tajemnicza Lady Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-01-17 Posty: 83 Odp: Samotność...już nie daję rady...Ja mam 26 lat. Prawie dwa lata temu, na ostatnim roku studiów rozstałam się po 8 latach ze swoja pierwsza miloscia. Bardzo szybko weszlam w kolejny zwiazek, ktory dwa miesiace temu przeszedl do historii. Praktycznie pierwszy raz od 10 lat jestem sama...To dopiero doł:) Probuje sie przyzwyczaic:) W tej chwili wiem, ze nie bardzo bylabym w stanie wejsc w kolejny zwiazek, ale najgorzej jest gdy ogarnia mnie paniczny lek, ze nigdy nikogo nie znajde. Dostaje wrecz ataku histerii:)Naprawde!!!Rycze i rozpaczam:) Mam nadzieje, ze mi to w koncu przejdzie:) Tak jak wspomnialam wiem, ze po moich przejsciach nie moglabym z nikim teraz byc. Postanowilam ten czas wykorzystac na troche samorozwoju:)Nabrac smialosci, pewnosci siebie, nauczyc sie cieszyc drobnostkami, dniem dzisiejszym. Okazuje sie, ze do tej pory swoje szczescie uzaleznialam od obecnosci chlopaka w moim zyciu. Teraz bez nikogo w moich ramionach moge albo sie zalamac albo nauczyc sie szczesliwie zyc sama. To STRASZNIE trudne, ale wierze, ze w koncu mi sie uda. Probuje tez wyleczyc sie z tych atakow paniki:)Wiem, ze nie rozwiazuje Twojego problemu Julio, ale chcialam Cie swoim postem pocieszyc, ze inni maja gorzej:) Jestes mlodsza ode mnie, masz znajomych, z ktorymi czesto wychodzisz. Juz masz wielka szanse predzej czy pozniej kogos poznac. Ja tak bylam omotana obecnoscia zwlaszcza swojego pierwszego chlopaka, miloscia do niego, ze teraz nie mam praktycznie nikogo, prawie zadnych znajomych. Pozniej poznalam drugiego chlopaka i tez juz nikogo nie probowalam poznac. A jestem juz w takim wieku, ze sporo moich rowiesnikow ma juz rodziny, swoje sprawy. Naprawde tylko sie zalamac:)Ale musze myslec pozytywnie, bo co mi pozostalo:) Takze glowa do gory:) Na pewno spotkasz jeszcze swoja wielka milosc:) 17 Odpowiedź przez Suahili 2012-01-30 01:31:27 Suahili Net-facet Nieaktywny Zawód: miłosny Zarejestrowany: 2011-12-22 Posty: 338 Wiek: 23 Odp: Samotność...już nie daję rady...Julia a może Ty jesteś zimna jak głaz i faceci uciekają? Sprawiasz wrażenie osoby takiej Królowej Lodu? 18 Odpowiedź przez duromito 2012-01-30 03:15:46 duromito Net-Facet Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-01-21 Posty: 118 Odp: Samotność...już nie daję rady... A wiesz Suahili, że o tym samym pomyślałem. Julia88 jesteś młoda, ładna, inteligentna, miła i sympatyczna, a masz jakieś wady? Może problem jest w tym, że wydaje Ci się, że jesteś idealna i szukasz ideału, przez co stajesz się "niedostępna"? Może jak zwykle nie wychodzi, bo stawiasz facetom zbyt wysoko poprzeczkę, przez co wycofują się zanim zdążą się w ogóle w cokolwiek zaangażować? Julia88 napisał/a:Jest wiele plusow bycia singlem, ale jest tez wiele rację, ale nie do końca. Wiele osób nie widzi w ogóle plusów bycia singlem (może na początku ), ale też wiele osób nie widzi się w jakimkolwiek związku. Wszystko zależy od określonej osobowości i punktu widzenia. Julia88 napisał/a:Fakt, nie potrzebuje faceta już i zaraz, żeby byc najwyraźniej nie trapi problem ludzi samotnych pragnących miłości, ciepła i bliskości drugiej osoby. Co prawda w jednym (tylko) zdaniu piszesz tak:Julia88 napisał/a:?moze po prostu za bardzo chce przelac na kogos uczucia?Czyli jakieś uczucia posiadasz, ale za to w paru innych piszesz tak:Julia88 napisał/a:wszyscy znajomi wokół mnie kogoś mają, a ja wieczna singielka. Ciągle pytają, czy już z kimś się spotykam, albo jak tam ten, jak tam tamten .są ferie...wszyscy wyjeżdżają gdzieś w parach, a ja jak zwykle nie mam z pewnie będą wyglądały podobnie.?jeszcze jak mam tą świadomość, że np w ekipie moich znajomych jestem jedyną wrażenie, że Ty tylko w małym stopniu pragniesz być z kimś z potrzeby serca, a chcesz się tylko przypodobać otoczeniu. Nie chcesz "nie pasować" do swoich znajomych, chcesz mieć, z kim wyjechać na ferie, chcesz dostać pluszowego misia na walentynki i pozbyć się wreszcie świadomości, że jesteś inna, bo nikogo nie masz. Może to też jest powód, że faceci uciekają? Może wyczuwają, że nie traktujesz związków zbyt poważnie? Nie sposób nie zgodzić się z Iskrą1221, że być z kimś tylko, dlatego by nie odstawać od reszty to:Iskra1221 napisał/a:?zbyt malo, aby moc budowac szczesliwy jak:Julia88 napisał/a:Jak mozna zachwycac się czyjąs uroda, lubiec spedzac z kims czas, ale co do zwiazku z ta osobą to już nie za że można. Jeśli mam ładną koleżankę to, dlaczego mam jej tego nie powiedzieć, że taka właśnie jest? Czy to musi od razu oznaczać, że ją podrywam? A że lubię spędzać z nią czas, bo pasjonująco się nam rozmawia na różne tematy to też musi dla niej oznaczać, że planuję spędzić z nią resztę życia? 19 Odpowiedź przez Julia88 2012-01-30 10:11:03 Julia88 Mój jest ten kawałek podłogi Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-01-22 Posty: 75 Odp: Samotność...już nie daję rady...Kurcze DUROMITO rozbroiłeś mnie tym postem totalnie:D Nie zaprzeczam, że możesz niemieć racji, bo w końcu ja sama nie znam tej przyczyny...ale zgodzić się mogę chyba tylko z tym, że moge być zimna i niedostępna. I to tez niezawsze, bo zalezy od faceta. Jak mi się fajnie z nim gada, to śmieję się, jestem pogodna, otwarta, a jak jest np . jakiś bardzo przystojny albo strasznie wygadany, to wtedy się wstydzę i jestem taka trochę niedostępna. Tzn mogę sprawiać takie wrażenie:) tylko nie wiem za bardzo jak to zmienić...jestem jaka jestem...mój ojciec też był dla mnie zimny całe życie:) 20 Odpowiedź przez aga303 2012-01-30 10:57:18 aga303 Wróżka Bajuszka Nieaktywny Zawód: nauczycielka Zarejestrowany: 2009-12-22 Posty: 212 Wiek: 27 Odp: Samotność...już nie daję rady... Wydaje mi się,że punkt widzenia zależy od punktu nigdy nie była w związku a bardzo tego pragnie nie zrozumie teorii "ciesz się,że jesteś sama,możesz robić co chcesz".Szczerze,to ja w tym momencie "kicham" na tzw. robienie co marcu skończe 24 lata a w związku byłam raptem 3 miesiące i przez ten czas byłam najszczęśliwsza i wiele bym dała żeby ten stan trwał musze robić co chce,nie chce wracać do domu o której chce...chce być dla kogoś najważniejsza, to że mogę robić co chce itd. za to że kocham i jestem wszystko zależy od charakteru osoby posiadającej dany ktoś pisze post dotyczący tego że jest cały czas sam a wszyscy wokół niego kogoś mają to moim zdaniem wcale nie oznacza że chce kogoś mieć bo inni oznacza, że jak widzi zakochane i szczęśliwe pary to jest mu źle bo on zakochany nie źle na to wszystko patrze,ale mi do szczęścia teraz potrzebna jest tylko może dopóki nie będę w związku to nigdy nie zrozumiem teorii "ciesz się że jesteś sama",tak samo jak osoba będąca w związku nigdy nie zrozumie osoby która jest sama a strasznie potrzebuje kuzynke,która 6 lat była w jednym związku...po tym czasie go skończyła i po 2 miesiącach poznała kogoś nowego i znów jest w związku i jest się mi dziwi że mi jest tak źle być zadam pytanie czy ona wogóle mnie rozumie?Bo wg. mnie ona nie wie co czuję ja i co czują inne osoby które są nigdy tego nie zrozumie. Julia88 pozostaje nam wierzyć bo szukanie na siłe chyba nic nie daje. Nie można kochać innych,nie kochając siebie.... 21 Odpowiedź przez krewzalewa 2012-01-30 11:37:41 krewzalewa Zbanowany Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-10-23 Posty: 393 Wiek: 27 Odp: Samotność...już nie daję rady... aga303 marudzisz, a jak trafisz na jakiegoś nic nie wartego to będziesz miała tylko przykrości z tego i serio nie desperuj bo na serio trafisz. Żadnego z moich związków poprzednich jakby to każdy określił nie nazwę związkiem bo to były przelotne znajomości z dziewczynami, które nie wiadomo czego chciały. Jedyne co mi z tego przyszło w zeszłym roku to załamanie bo gdzieś tam sobie nawkręcałem, że się do niczego nie nadaję. W czerwcu 2011 podjąłem decyzję co dalej robić i ruszyłem do przodu. Ciesze się tylko, że z żadną do niczego nie doszło bo i tak bym sam został. Dlatego stwierdzam nie miałem dziewczyny nigdy to co było to było tylko branie i wykorzystywanie czyjejś dobroci. Dobrze tylko jak się od łóżka nie zaczyna to łatwiej napisał/a:Nie musze robić co chce,nie chce wracać do domu o której chce...chce być dla kogoś najważniejsza, to że mogę robić co chce itd. za to że kocham i jestem pewnie jak bym coś takiego od jakieś usłyszał to by mnie tu nie napisał/a:To oznacza, że jak widzi zakochane i szczęśliwe pary to jest mu źle bo on zakochany nie źle na to wszystko patrze,ale mi do szczęścia teraz potrzebna jest tylko może dopóki nie będę w związku to nigdy nie zrozumiem teorii "ciesz się że jesteś sama",tak samo jak osoba będąca w związku nigdy nie zrozumie osoby która jest sama a strasznie potrzebuje widzę szczęśliwe pary to... nie jednak jakoś to na mnie nie robi wrażenia, swoją drogą lepiej widzieć szczęśliwe pary niż kłócące się "ciesz się że jesteś sam" zrozumiałem za 5 podejściem. Otóż lepiej być samemu i nie prosić się ból i problemy niepotrzebnie, jest 1000 innych fajnych rzeczy w życiu, którymi się można zająć. Jak skupisz się na tylko na szukaniu związku to znajdziesz kogoś kto Ci będzie ładnie kadził żeby zaliczyć jak mówiłem nie desperuj szukaj spokojnie kogoś wartościowego co myśli jak Ty. Jestem facetem 22 Odpowiedź przez aga303 2012-01-30 12:09:16 aga303 Wróżka Bajuszka Nieaktywny Zawód: nauczycielka Zarejestrowany: 2009-12-22 Posty: 212 Wiek: 27 Odp: Samotność...już nie daję rady... Krewzalewa ja nie chodze po mieście z wypisanym na czole tesktem "desperacko kogoś szukam" chciałam tylko powiedzieć a właściwie napisać że wszystko zależy od osobowości i że głodnego nigdy nikt nie zrozumie. Co masz na myśli pisząc to: "Wiesz pewnie jak bym coś takiego od jakieś usłyszał to by mnie tu nie było."Nie zrozumiałam każdy związek łączy się z bólem, a bycie samemu mnie nie rajcuje co nie oznacza że szukam wiem dlaczego jak ktoś na tym forum pisze że jest samotny bo nie jest w żadnym związku odrazu wszyscy wyrzucają mu że jest rozumiem takiego dziwne że komuś jest z tego powodu źle?Tak samo jak bez sensu jest przekonywanie takiej osoby że wygrała los na loteri bo jest sama i ma święty w związku nie oznacza odrazu gehenny. Nie można kochać innych,nie kochając siebie.... 23 Odpowiedź przez krewzalewa 2012-01-30 13:14:16 krewzalewa Zbanowany Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-10-23 Posty: 393 Wiek: 27 Odp: Samotność...już nie daję rady... aga303 napisał/a:Krewzalewa ja nie chodze po mieście z wypisanym na czole tesktem "desperacko kogoś szukam"To dobrze zapobiegawczo napisałem nie gniewaj się po sobie wiem jak człowiek może desperować napisał/a:Co masz na myśli pisząc to: "Wiesz pewnie jak bym coś takiego od jakieś usłyszał to by mnie tu nie było."Nie zrozumiałam kogoś stać na takie wyznanie to znaczy, że dobrze myśli ja nigdy czegoś podobnego nie napisał/a:Nie każdy związek łączy się z bólem, a bycie samemu mnie nie rajcuje co nie oznacza że szukam dobrze tak trzymajaga303 napisał/a:Nie wiem dlaczego jak ktoś na tym forum pisze że jest samotny bo nie jest w żadnym związku odrazu wszyscy wyrzucają mu że jest tutaj już jest hehe, nie po prostu jak człowiek długo jest sam to zaczyna się dręczyć i czasem na siłę próbuje co nie znaczy, że Ty tak napisał/a:Nie rozumiem takiego dziwne że komuś jest z tego powodu źle?Nie dziwne normalne, sam miałem dość własnego życia. Jednak miałem dość meczenia się z nieodpowiednimi osobami co było gorsze niż ŹLE więc z dwojga złego bycie samemu napisał/a:Tak samo jak bez sensu jest przekonywanie takiej osoby że wygrała los na loteri bo jest sama i ma święty w związku nie oznacza odrazu przekonuje, po prostu lepiej się czymś zająć niż dręczyć, tylko co do tego przekonuję. Owszem też uważam, że bycie w związku to nie gehenna tylko obie strony muszą pasować do siebie i na pewno będzie spoko. Jestem facetem 24 Odpowiedź przez Suahili 2012-01-30 15:56:03 Suahili Net-facet Nieaktywny Zawód: miłosny Zarejestrowany: 2011-12-22 Posty: 338 Wiek: 23 Odp: Samotność...już nie daję rady... aga303 napisał/a:Wydaje mi się,że punkt widzenia zależy od punktu nigdy nie była w związku a bardzo tego pragnie nie zrozumie teorii "ciesz się,że jesteś sama,możesz robić co chcesz".Szczerze,to ja w tym momencie "kicham" na tzw. robienie co marcu skończe 24 lata a w związku byłam raptem 3 miesiące i przez ten czas byłam najszczęśliwsza i wiele bym dała żeby ten stan trwał musze robić co chce,nie chce wracać do domu o której chce...chce być dla kogoś najważniejsza, to że mogę robić co chce itd. za to że kocham i jestem wszystko zależy od charakteru osoby posiadającej dany ktoś pisze post dotyczący tego że jest cały czas sam a wszyscy wokół niego kogoś mają to moim zdaniem wcale nie oznacza że chce kogoś mieć bo inni oznacza, że jak widzi zakochane i szczęśliwe pary to jest mu źle bo on zakochany nie źle na to wszystko patrze,ale mi do szczęścia teraz potrzebna jest tylko może dopóki nie będę w związku to nigdy nie zrozumiem teorii "ciesz się że jesteś sama",tak samo jak osoba będąca w związku nigdy nie zrozumie osoby która jest sama a strasznie potrzebuje kuzynke,która 6 lat była w jednym związku...po tym czasie go skończyła i po 2 miesiącach poznała kogoś nowego i znów jest w związku i jest się mi dziwi że mi jest tak źle być zadam pytanie czy ona wogóle mnie rozumie?Bo wg. mnie ona nie wie co czuję ja i co czują inne osoby które są nigdy tego nie zrozumie. Julia88 pozostaje nam wierzyć bo szukanie na siłe chyba nic nie jest piękne co napisałaś Krewzalewa pisze, że marudzisz ale w cale tak nie jest. Ja Cię doskonale co do Julii to jak czasem bywasz zimna to musisz to zmienić. Mnie zawsze odrzucało od takich zimnych babek 25 Odpowiedź przez ttangled 2012-01-30 16:34:53 ttangled Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-01-12 Posty: 6 Odp: Samotność...już nie daję rady...to moze się spotkamy, by nie czuc sie tak samotnie. ja ze sląska jestem;) 26 Odpowiedź przez kat14 2012-09-02 15:35:03 Ostatnio edytowany przez kat14 (2012-09-02 16:28:00) kat14 Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-09-02 Posty: 3 Wiek: 26 Odp: Samotność...już nie daję rady... Suahili napisał/a:aga303 napisał/a:Wydaje mi się,że punkt widzenia zależy od punktu nigdy nie była w związku a bardzo tego pragnie nie zrozumie teorii "ciesz się,że jesteś sama,możesz robić co chcesz".Szczerze,to ja w tym momencie "kicham" na tzw. robienie co marcu skończe 24 lata a w związku byłam raptem 3 miesiące i przez ten czas byłam najszczęśliwsza i wiele bym dała żeby ten stan trwał musze robić co chce,nie chce wracać do domu o której chce...chce być dla kogoś najważniejsza, to że mogę robić co chce itd. za to że kocham i jestem wszystko zależy od charakteru osoby posiadającej dany ktoś pisze post dotyczący tego że jest cały czas sam a wszyscy wokół niego kogoś mają to moim zdaniem wcale nie oznacza że chce kogoś mieć bo inni oznacza, że jak widzi zakochane i szczęśliwe pary to jest mu źle bo on zakochany nie źle na to wszystko patrze,ale mi do szczęścia teraz potrzebna jest tylko może dopóki nie będę w związku to nigdy nie zrozumiem teorii "ciesz się że jesteś sama",tak samo jak osoba będąca w związku nigdy nie zrozumie osoby która jest sama a strasznie potrzebuje kuzynke,która 6 lat była w jednym związku...po tym czasie go skończyła i po 2 miesiącach poznała kogoś nowego i znów jest w związku i jest się mi dziwi że mi jest tak źle być zadam pytanie czy ona wogóle mnie rozumie?Bo wg. mnie ona nie wie co czuję ja i co czują inne osoby które są nigdy tego nie zrozumie. Julia88 pozostaje nam wierzyć bo szukanie na siłe chyba nic nie jest piękne co napisałaś Krewzalewa pisze, że marudzisz ale w cale tak nie jest. Ja Cię doskonale Cię rozumiem. Jakbym to ja pisała... Ja byłam w związku 2 razy, ale większość życia i tak jestem sama. Będąc z kimś nie zdążyłam się ani zmęczyć, znudzić, ani znużyć. Kochałam całym sercem, ale też nie zapominałam o sobie i swoich pasjach. Rady "ciesz się,że jesteś sama,możesz robić co chcesz" sa dobre dla kogoś, kto po długim czasie jest znowu sam. Wtedy rada "zajmij się sobą" ma jakiś sens. Jestem samodzielną kobietą, ale do szczęścia brakuje mi prawdziwej miłości. Nie interesują mnie związki na chwilę, ale tez nie wiążę się z kimś na siłę, tylko po to, żeby miec faceta. Mam przyjaciół, znajomych, ale 99% z nich to małżenstwa lub pary, ktore za chwilę zalegalizują swój związek. Cieszę się ich szczęściem, ale ta sytuacja sprawia, że czuję się jeszcze bardziej samotna. Mam dużo zajęć, jestem aktywna, ale nawet jeśli wychodzę gdzieś ze znajomymi, to otaczają mnie same pary. Nawet juz nie wiem, gdzie moglabym poznać kogoś osoba będąca w podobnej sytuacji może zrozumieć drugą osobę i tę ogromna pustkę, którą ma się w środku, samotność, która boli nie tylko psychicznie ale i jestem kochana czuję że mogłabym góry przenosić, żadne problemy nie sa mi straszne. Ale kiedy jestem sama, nie czuję w sobie tej siły. I to jest straszne. Strony 1 Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Witam Na imię mi Zosia i piszę tutaj tak po prostu,żeby się wygadać. Rady nie szukam, bo na mój problem,żadnego sensownego rozwiązania nie widzę. Od kilku lat nie najlepiej się czuję. Przestałam odczuwać pozytywne emocje, bardzo łatwo reaguję złością i ciągle jestem smutna. Problemem jest dorosłe życie, w które powolutku wchodzę i już widzę same wady. W tym roku będę kończyła studia, zamierzam iść potem do szkoły policealnej, pouczyć się do matury z biologii i rozpocząć inny kierunek,który bardziej mnie interesuje. Jednak po tych 3 latach studiowania wrobiłam sobie bardzo negatywną (a raczej smutną) opinie na temat dorosłości i ogólnie studiowania. Zacznę może od tego,że nie jestem osobą niesamodzielną. Doskonale daje sobie radę z różnymi sprawami do załatwienia, gotować i zadbać o siebie też potrafię, więc to nie jest dla mnie problem, a wręcz cieszę się,że w załatwianiu własnych spraw nikt mnie nie wyręcza. Z nauką też nie mam problemów, uczę się dobrze i otrzymuję stypendia naukowe. Problemem są dla mnie kontakty międzyludzkie. Po 3 latach na studiach nadal nie mam z kim wyjść na piwo, czy porozmawiać podczas przerw. Całe dnie spędzam w akademiku nudząc się. To nie jest tak,że nic z tym nie robiłam. Próbowałam zagadywać do tych ludzi, wkręcić się w rozmowę ale oni mają mnie totalnie gdzieś. Nikogo tutaj nie obchodzę, dosłownie. Mam wrażenie,że tak już będzie zawsze. Bardzo brakuje mi tej typowo szkolnej atmosfery, gdzie każdy w klasie był ważny, nawet jak ktoś odstawał to i tak znalazły się dobre duszyczki,które z taką osobą czasem porozmawiały, brakuje mi nauczycieli,których interesuje co się z nami dzieje, brakuje mi nawet tych sytuacji, kiedy kłótnie, bójki, czy dziwne zdarzenia nie umykały pedagogom. Brakuje mi luzu na lekcjach, rozmów z nauczycielami i partnerskich relacji. I wreszcie, brakuje mi normalnych, wyluzowanych rówieśników z poczuciem humoru. Brakuje mi tych wieczornych wyjść raz na miesiąc pod wiadukt z tanim winiaczem, rozmów o głupotach i ciekawych przygód, jak zaczepianie ludzi (w sensie pozytywnym) i poznawanie w ten sposób nowych osób. Na studiach boleśnie przekonałam się, że nic dla nikogo nie znaczę i że mojej nieobecności nikt by nie zauważył. To potwornie boli. Nikt się nie interesuje,czy istniejesz i co się z tobą dzieje. Masz zaliczać. Tylko to się liczy. Lub siedzieć bezczynnie na wykładach, gdzie wykładowca gada przez 1,5 godziny, nie nawiązuje prawie żadnego kontaktu ze studentami i tak dzień w dzień. Studenci wcale nie lepsi, nie jest tak jak ludzie opowiadają, że imprezy, fajni ludzie, nic z tych rzeczy! Ci ludzie nawet nie są zainteresowani rozmową ze mną. Kiedy zagaduję do kogoś, to ta osoba wydaje się nie słuchać, potakuje tylko i tyle. Moje kontakty opierają się tutaj na zasadzie przysług, czysto przedmiotowe są, bo nikt nie jest zainteresowany niczym więcej. Próbowałam wkręcić się w towarzystwo kilku osób, to bez wzajemności. Owszem, kiedy zagadywałam to z łaski swojej odpowiadali ale to za każdym razem ja musiałam zaczynać rozmowę, gdy tego nie robiłam to mogłam sobie stać bezczynnie przed salą i nikt sam nie podszedł. Nie jestem typem desperatki, nie daję się wykorzystywać, więc odpuściłam, bo nie mam zamiaru się prosić o łaskę tych ludzi. Mam specyficzny charakter ogólnie. Jestem osobą bardzo spontaniczną, trochę nadpobudliwą. W szkole zawsze przyjmowałam rolę błazna klasowego,która mi odpowiadała, bo mam duże poczucie humoru i lubię się śmiać. Na studiach jednak trafiłam na samych sztywniaków. Nikogo nie śmieszą moje żarty, nie potrafię się totalnie zestroić z tymi ludźmi, atmosfery nie mogę rozluźniać, bo to "już nie wypada". Wykładowcy traktują nas jak dorosłych 40 latków, skrajnie odpowiedzialnych i poważnych i odnoszę wrażenie,że niektórym naprawdę do tego niedaleko. Tematów ze studentami też nie mam. Brakuje mi w tych rozmowach luzu, swojskiej atmosfery i gadania na ciekawe tematy. Zamiast tego jak już raz na rok do kogoś zagadam, to dostaję 10 minutową rozmowę o drodze na Śląsk, korkach i krzywej jezdni, albo ładowarkach do telefonu, różnych typach tych ładowarek i w kółko takie nudne tematy i to wszystko w takim naukowym, elokwentnym języku, że normalnie wolę się wycofać z tej rozmowy, bo czuję się jak debil. Każdy z was pewnie pamięta sytuacje, za dzieciaka,kiedy to siadało się przy stole i dorośli gadali. O takich nudnych rzeczach,że rzygać się chciało. Dokładnie tak się czuje wśród studentów. Porażka... I ten wszechobecny egocentryzm. Owszem, każdy jest trochę egoistą, to nawet w sumie dobrze ale to co się tutaj odprawia przekracza wszelkie granice dobrego smaku. W liceum mieszkałam przez pewien czas w internacie i atmosfera była nieziemska. Już w pierwszy dzień po wprowadzeniu się, zapukali do mnie ludzie z chęcią integracji. Każdy był ze sobą na "cześć", bywały wspólne wypady na miasto, a i współlokatorkę miałam ciepłą, miłą i życzliwą. Teraz mieszkam w akademiku i jest totalnie na odwrót. Ludzie się unikają, imprezy są tylko w zamkniętym gronie, zamiast normalnego, ludzkiego kontaktu panoszy się donosicielstwo, a moje współlokatorki to takie egoistki, że szok. Pokój mamy malutki, ledwo się mieścimy we dwójkę ale ze sprzątaniem jest problem. Dzisiaj się wkurzyłam, wysprzątałam cały pokój i mówię o tym swojej współlokatorce, gdy przyszła z zajęć i uprzedziłam ją,że teraz będzie jej kolej,żeby posprzątać, to dowiedziałam się, że ona ostatnio sprzątała ale "swoją część". No w szoku byłam... Te pokoje są tak malutkie, że ona chyba musiała linijką te śmieci rozdzielać, żeby nie daj boże nie posprzątać czegoś po mojej stronie... Nie wspomnę już o tym,że z nią również nie mam kontaktu,bo siedzi zajęta sobą i przez całe dnie poza "cześć" i "pa", albo "mogę pożyczyć.." nie zamieniamy ani jednego słowa. Próbowałam zagadywać ale kiedy okazało się,że laska potrafi rozmawiać tylko o sobie to zrezygnowałam..... Czuje się tutaj niechciana. To duży problem dla mnie. Jestem totalnie samotna na studiach, nie mam do kogo gęby otworzyć. Pozostaje też świadomość tego, że tak będzie chyba zawsze... Próbowałam integrować się w innych miejscach w mieście,w którym studiuje ale ludzie są dosłownie wszędzie tacy sami. Wszędzie ten sam schemat komunikacji, czyli płytka,egoistyczna towarzyskość na zewnątrz,a w środku bezgraniczne poczucie odpowiedzialności i niezdolność do wyluzowania. Tak to odbieram. Czy tak będzie już zawsze? Wydaje mi się,że jestem niedojrzała przy tych ludziach, że nie osiągnęłam tego poziomu dorosłości i dlatego ich nie rozumiem -__- Już trzy lata po liceum,a ja wciąż myślami jestem w tamtym okresie, z tamtymi ludźmi i tamtą atmosferą.... Nastrój na tych studiach mam fatalny. Częste wahania nastroju, brak pozytywnych uczuć, ciągła nuda, dodatkowo zaczęłam objadać się słodyczami, jem mniej więcej reklamówkę słodyczy dziennie, za każdym razem jak trochę posmutnieję... Mam w sobie ogromne pokłady, niewyładowanej energii, ciągle mnie nosi, żeby dodać jakiś śmieszny komentarz na zajęciach, albo rozluźnić atmosferę, albo po pierwsze i tak nikogo to nie śmieszy, po drugie "nie wypada",a po trzecie mam tak słabe kontakty z tymi ludźmi i tak rzadko się odzywam, że i tak wyszłabym teraz na dziwaczkę. Mam wrażenie,że nie wolno mi być sobą. Porażka..
Kompetencje cyfrowe, komunikacja interpersonalna, a może wiedza o ekologii i zdrowym odżywianiu? Co teraz trzeba umieć, aby poradzić sobie w życiu i szybko zmieniającym się świecie? Czy istnieje jakiś optymalny zestaw kompetencji, który zapewni nam szczęście i sukces? Pewne wskazówki dają badania WHO. Co to są umiejętności życiowe? Umiejętności życiowe (life skills) to kompetencje (umiejętności) psychospołeczne – dzięki nim przekładamy wiedzę, postawy i wartości na działanie. Według definicji Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) z 1997 r. to „umiejętności umożliwiające człowiekowi pozytywne zachowania przystosowawcze, dzięki którym może skutecznie radzić sobie z zadaniami (wymaganiami) i wyzwaniami codziennego życia”. Nową definicję umiejętności życiowych opracowali w 2018 r. partnerzy projektu Life Skills in Europe (LSE). Według nich „umiejętności życiowe stanowią element możliwości życia i pracy w określonym kontekście społecznym, kulturowym i środowiskowym. Rodzaje umiejętności życiowych pojawiają się jako odpowiedź na potrzeby jednostki w rzeczywistych sytuacjach życiowych.” Z perspektywy promocji zdrowia i pierwotnej profilaktyki WHO wyróżnia dwie grupy umiejętności: Umiejętności podstawowe dla codziennego życia umożliwiające dobre samopoczucie, relacje interpersonalne i zachowania sprzyjające zdrowiu Umiejętności specyficzne rozwijane w powiązaniu z umiejętnościami podstawowymi i umożliwiające radzenie sobie z zagrożeniami np.: asertywne odmawianie używania narkotyków, uczestniczenia w aktach przemocy itd. Co trzeba umieć w XXI wieku? Departament Zdrowia Psychicznego WHO zidentyfikował pięć obszarów podstawowych umiejętności życiowych, które są uniwersalne niezależnie od uwarunkowań kulturowych: Podejmowanie decyzji i rozwiązywanie problemów – poszukiwanie alternatyw, ocena ryzyka, uzyskiwanie informacji i ich ocena, ocenianie konsekwencji działań i zachowań, stawianie sobie celów Twórcze i krytyczne myślenie – zdolność tworzenia nowych punktów widzenia, wykorzystywanie, analizowanie i syntetyzowanie oraz ocena informacji, obserwacja, zdobywanie doświadczeń, refleksja, rozumowanie i komunikacja Komunikacja i umiejętności interpersonalne – aktywne słuchanie, przekazywanie i przyjmowanie informacji zwrotnych, komunikacja werbalna i niewerbalna, asertywność, umiejętność negocjowania, rozwiązywania konfliktów, współdziałanie, praca w zespole Samoświadomość i empatia – samoocena, identyfikacja własnych mocnych i słabych stron, pozytywne myślenie, budowanie obrazu własnej osoby i własnego ciała Radzenie sobie z emocjami i stresem – samokontrola, radzenie sobie z presją, lękiem, trudnymi sytuacjami, poszukiwanie pomocy, zarządzanie czasem Dlaczego akurat te umiejętności? WHO świadomie postawiła na umiejętności psychospołeczne, a nie praktyczne jak np. gotowanie czy zarządzanie finansami. Są to szerokie umiejętności, które można rozwijać na przestrzeni czasu poprzez świadomy wysiłek, podnosząc własną skuteczność, poczucie na sensu i zdolności poznawcze. Ponadto umiejętności te wzajemnie łączą się i wpływają na siebie. Poprawa umiejętności komunikacji może mieć wpływ na zarządzanie stresem, umiejętność krytycznego myślenia pomoże nam w podejmowaniu decyzji, zaś rozwój empatii może wpływać na poprawę komunikacji i tak dalej. Kto i kiedy nas tego nauczy? Potrzeba rozwijania u dzieci i młodzieży umiejętności życiowych nie jest czymś nowym – zawsze było to głównie zadanie rodziców (rodziny) przy wsparciu szkoły. Nowym elementem koncepcji proponowanej przez WHO jest szersze włączenie edukacji w zakresie umiejętności życiowych do podstawowych zadań szkoły. Dotychczas rozwój kompetencji miękkich uczniów i studentów koncentrował się głównie na potrzebach rynku pracy i wymaganiach branżowych. Rekomendowane przez WHO podejście ukierunkowane na rozwijanie umiejętności życiowych (life skills approach) to edukacja szkolna nie ograniczającą się do przekazywania informacji, lecz zachowującą równowagę między trzema komponentami: wiedza + postawy i wartości + umiejętności Rozwijanie tych umiejętności ma szczególne znaczenie w młodym wieku, gdyż sprzyja: prawidłowemu rozwojowi psychospołecznemu, realizacji zadań rozwojowych i zaspokajaniu potrzeb przygotowaniu do życia w zmieniającym się świecie, radzeniu sobie z trudnościami pierwotnej profilaktyce w zakresie wielu problemów zdrowotnych i społecznych W ostatnich latach coraz więcej państw dostosowuje swoje systemy edukacji do realiów współczesnego życia społecznego i gospodarczego. W części krajów Unii Europejskiej wprowadzono już odrębne przedmioty szkolne poświęcone rozwojowi osobistemu i społecznemu. W Polsce, mimo niedawnej reformy systemu edukacji, jest jeszcze bardzo wiele do zrobienia w tym obszarze. Przeładowana informacjami i egzaminami polska szkoła nie przygotowuje odpowiednio do radzenia sobie we współczesnej rzeczywistości, a tym bardziej przyszłości. Wydaje się nawet, że to pokolenia epoki przedcyfrowej – BB, X a nawet część Y – miały większe realne możliwości nabycia szeregu kompetencji psychospołecznych niż Z, CC i dzieci obecnie rozpoczynające edukację. Dostrzegają to już pracodawcy i rekruterzy. autor: Dorota Strzelec Psycholog, doradca zawodowy, interwent kryzysowy, coach, trener Przydatne źródła informacji: Partners in Life Skills Education – Conclusions from a United Nations Inter-Agency Meeting, Department of Mental Health World Health Organization, Geneva, WHO/MNH/MHP/ „Szkoła dla innowatora. Kształtowanie kompetencji proinnowacyjnych” – raport na zlecenie Ministerstwa Przedsiębiorczości i Technologii, 2018 Kształtowanie umiejętności życiowych – Barbara Woynarowska, Instytut Psychologii Zdrowia,
nie daje sobie rady w zyciu